środa, 13 lutego 2013

Bad day



Nazywam się Novalee Cade i od 18 lat jestem popychadłem moich rozwiedzionych rodziców. Nikt nie ukrywa tego że jestem niechcianym dzieckiem, wpadką,  chwila słabości i zapomnienia wspartą kilkoma kieliszkami jakiegoś trunku. Nie jestem dzieckiem na które czekało się z niecierpliwością, fotografując każdy gest, krok, minę czy grymas. Nikt nie rozczulał się nad moim bekaniem, pierwszym zębem czy rozbitym kolanem.  Byłam… wróć, jestem przerzucana z kąta w kąt jak niechciana zabawka. Tak jest też teraz, tym razem wylądowałam u mojego ojca. Mieszkał w niewielkim niebieskim domu z uroczym gankiem i grafitową dachówką. Otoczony zdziczałym ogrodem, zarówno w nim jak i całym domu brakowało kobiecej ręki. Nie mogę powiedzieć że czuje się tu źle, jestem porostu tolerowana głównie dlatego że sprzątam i od czasu do czasu coś ugotuje bo ojciec który jest policjantem nie ma na to czasu.   Poza tym chodzę do szkoły,  pracuje w barze i staram się nikomu nie zawadzać.

Obudziłam się czując ogromny ciężar moich stóp. Wczorajszy wieczór był wyjątkowo intensywny  bo w barze nie brakowało spragnionych klientów co mogłoby wskazywać na weekend, a był dopiero czwartek. Pomysł szefa aby kelnerki chodziły w szpilkach uznałam za kretyński, moje odciski na palcach były tego najlepszym przykładem. Sycząc pod nosem wygramoliłam się z ciepłego łóżka prosto pod prysznic a następnie po łyk mocnej kawy która miała mnie rozbudzić, 4 godziny snu to zdecydowanie za mało. Krople deszczu obijające się o szyby wystukiwały melodie kołysanki, zachętę do błogiego snu który był obecnie szczytem moich marzeń. Wchodząc do kuchni kątem oka zobaczyłam że ojciec miał gościa, burknęłam pod nosem coś na kształt dzień dobry. Gdybym wiedziała kto tam siedzi nie zdecydowałabym się obrócić głowy. Obleśny doktor Morris był przyjacielem mojego ojca, siedział przy stole i bezczelnie puszczał do mnie oczka. Stary zboczeniec, dziś odpuściłam sobie kawę i poszłam do szkoły.
Nigdy nie uważałam się za wrażliwa i uczuciową osobę, ale gdy wchodząc do klasy zobaczyłam puste miejsce w mojej ławce ogarnął mnie… smutek? Nie potrafiłam określić tego uczucia, zawsze starałam się nie przywiązywać do ludzi ze względu na to jak byłam traktowana przez swoich rodziców. Między nami nie było żadnych więzi i nie starałam się ich nawiązywać z innym ludźmi. Tak było bezpieczniej. Ale Eve była moją przyjaciółką, która musiała wyjechać na 2 tygodnie pozostawiając mnie samą jak palec w tej wielkiej szkole. Ku mojej radości lekcje minęły wyjątkowo szybko, odmierzałam czas by w końcu położyć się spać ale do tego było jeszcze bardzo daleko.
 Nadszedł wieczór, punktualnie o 19 stawiłam się w pracy. Ubrana w białą obcisłą bluzeczkę, jeszcze bardziej obcisłą spódniczkę i szpilki czułam się jak dziwka. I tak też byłam traktowana razem z pozostałymi kelnerkami. Rozpuściłam włosy raczej żeby zakryć twarz niż czuć się kobieco i zajęłam się robotą. Dziś było tu jak w ulu, piwo lalo się hektolitrami, biegałam slalomem wokół stolików i miałam cholernie dość szpilek które wciąż raniły moje stopy. Czułam spojrzenia mężczyzn ale nie zwracałam na nie uwagi dopóki nie poczułam też zaciskającej się dłoni na moim pośladku. Upuściłam na podłogę na szczęście pustą zieloną tace. Chłopak który przerwał właśnie grę w bilard patrzył na mnie jak na wariatkę gdy wyrwałam mu z reki kij służący do tej gry. Miał około 20 lat, odwróciłam się i wsunęłam go miedzy uda tłustego chłopa stanowczo naciskając na jego krocze. Teraz on tez stał jak wryty.
 – spokojnie laleczko. Wysapał i odsunął się do tylu. Szturchnęłam go mocniej
–  łapy przy sobie zboczeńcu!  Oddałam kij chłopakowi który wraz z kolegami głupkowato chichotał. Mi nie było do śmiechu. Podniosłam tace i kontynuowałam swoją prace. Szef postawił mnie za barem chyba po to żebym czuła się bezpieczniej, geniusz, wszystko przez te durnowate prowokujące stroje.  Teraz moim zadaniem było podawanie trunków i  wysłuchiwanie żali klientów. Robiłam drinka gdy przy barze pojawił się chłopak któremu zabrałam kij. Stał i przyglądał się temu co robie
 –co podać? Zapytałam najmilej jak potrafiłam w tym momencie. W odpowiedzi usłyszałam ciche klaskanie, popatrzyłam na niego pytająco, miał niebieskie oczy otoczone firaną czarnych rzęs, zadziorny nos i ciemne włosy – zaradna z Ciebie dziewczynka, uczą was tu tego?
Następny kretyn, Boże błagam mam dość dzisiejszego dnia, prychnęłam i powtórzyłam pytanie –co podać?
–to że taka groźna tu obsługa to się nie spodziewałam ale że też nie miła to już w ogóle.
Jego oczy wyrażały teraz przesadzone zdziwienie, już miałam cos odburknąć gdy usłyszałam głos Lary jednej z kelnerek ”piwo raz dla tego zboczeńca!” Złapałam za kufel i pełny odstawiłam na blacie, chłopak wciąż stał i intensywnie patrzył na mnie, chyba oczekiwał odpowiedzi. Na jego twarzy malowała się intryga, zmrużył oczy popatrzył na kufel później znowu na mnie. Zajęłam się wycieraniem szklanek gdy zobaczyłam jak pluje do kufla, duża gęsta ślina wylądowała w złocistym trunku rozpuszczając się w nim.  Przerwałam czynności miałam krzyknąć co wyprawia ale nie zrobiłam tego. Lora zabrała kufel i podała do stolika zboczeńcowi, który upił z niego duży łyk. Nieświadomie otworzyłam usta ze zdziwienia. Chłopak wzruszył niewinnie ramionami  – nie lubię chamstwa. Szepnął i odszedł do kolegów