Nazywam się Novalee Cade i od 18 lat jestem popychadłem
moich rozwiedzionych rodziców. Nikt nie ukrywa tego że jestem niechcianym
dzieckiem, wpadką, chwila słabości i
zapomnienia wspartą kilkoma kieliszkami jakiegoś trunku. Nie jestem dzieckiem
na które czekało się z niecierpliwością, fotografując każdy gest, krok, minę
czy grymas. Nikt nie rozczulał się nad moim bekaniem, pierwszym zębem czy
rozbitym kolanem. Byłam… wróć, jestem
przerzucana z kąta w kąt jak niechciana zabawka. Tak jest też teraz, tym razem
wylądowałam u mojego ojca. Mieszkał w niewielkim niebieskim domu z uroczym
gankiem i grafitową dachówką. Otoczony zdziczałym ogrodem, zarówno w nim jak i
całym domu brakowało kobiecej ręki. Nie mogę powiedzieć że czuje się tu źle,
jestem porostu tolerowana głównie dlatego że sprzątam i od czasu do czasu coś
ugotuje bo ojciec który jest policjantem nie ma na to czasu. Poza
tym chodzę do szkoły, pracuje w barze i
staram się nikomu nie zawadzać.
Obudziłam się czując ogromny ciężar moich stóp. Wczorajszy
wieczór był wyjątkowo intensywny bo w
barze nie brakowało spragnionych klientów co mogłoby wskazywać na weekend, a
był dopiero czwartek. Pomysł szefa aby kelnerki chodziły w szpilkach uznałam za
kretyński, moje odciski na palcach były tego najlepszym przykładem. Sycząc pod
nosem wygramoliłam się z ciepłego łóżka prosto pod prysznic a następnie po łyk mocnej
kawy która miała mnie rozbudzić, 4 godziny snu to zdecydowanie za mało. Krople
deszczu obijające się o szyby wystukiwały melodie kołysanki, zachętę do
błogiego snu który był obecnie szczytem moich marzeń. Wchodząc do kuchni kątem
oka zobaczyłam że ojciec miał gościa, burknęłam pod nosem coś na kształt dzień
dobry. Gdybym wiedziała kto tam siedzi nie zdecydowałabym się obrócić głowy.
Obleśny doktor Morris był przyjacielem mojego ojca, siedział przy stole i
bezczelnie puszczał do mnie oczka. Stary zboczeniec, dziś odpuściłam sobie kawę
i poszłam do szkoły.
Nigdy nie uważałam się za wrażliwa i uczuciową osobę, ale
gdy wchodząc do klasy zobaczyłam puste miejsce w mojej ławce ogarnął mnie… smutek?
Nie potrafiłam określić tego uczucia, zawsze starałam się nie przywiązywać do
ludzi ze względu na to jak byłam traktowana przez swoich rodziców. Między nami
nie było żadnych więzi i nie starałam się ich nawiązywać z innym ludźmi. Tak
było bezpieczniej. Ale Eve była moją przyjaciółką, która musiała wyjechać na 2
tygodnie pozostawiając mnie samą jak palec w tej wielkiej szkole. Ku mojej
radości lekcje minęły wyjątkowo szybko, odmierzałam czas by w końcu położyć się
spać ale do tego było jeszcze bardzo daleko.
Nadszedł wieczór,
punktualnie o 19 stawiłam się w pracy. Ubrana w białą obcisłą bluzeczkę,
jeszcze bardziej obcisłą spódniczkę i szpilki czułam się jak dziwka. I tak też
byłam traktowana razem z pozostałymi kelnerkami. Rozpuściłam włosy raczej żeby zakryć
twarz niż czuć się kobieco i zajęłam się robotą. Dziś było tu jak w ulu, piwo
lalo się hektolitrami, biegałam slalomem wokół stolików i miałam cholernie dość
szpilek które wciąż raniły moje stopy. Czułam spojrzenia mężczyzn ale nie
zwracałam na nie uwagi dopóki nie poczułam też zaciskającej się dłoni na moim pośladku.
Upuściłam na podłogę na szczęście pustą zieloną tace. Chłopak który przerwał właśnie
grę w bilard patrzył na mnie jak na wariatkę gdy wyrwałam mu z reki kij służący
do tej gry. Miał około 20 lat, odwróciłam się i wsunęłam go miedzy uda tłustego
chłopa stanowczo naciskając na jego krocze. Teraz on tez stał jak wryty.
– spokojnie laleczko.
Wysapał i odsunął się do tylu. Szturchnęłam go mocniej
– łapy przy sobie
zboczeńcu! Oddałam kij chłopakowi który
wraz z kolegami głupkowato chichotał. Mi nie było do śmiechu. Podniosłam tace i
kontynuowałam swoją prace. Szef postawił mnie za barem chyba po to żebym czuła
się bezpieczniej, geniusz, wszystko przez te durnowate prowokujące stroje. Teraz moim zadaniem było podawanie trunków
i wysłuchiwanie żali klientów. Robiłam
drinka gdy przy barze pojawił się chłopak któremu zabrałam kij. Stał i przyglądał
się temu co robie
–co podać? Zapytałam
najmilej jak potrafiłam w tym momencie. W odpowiedzi usłyszałam ciche
klaskanie, popatrzyłam na niego pytająco, miał niebieskie oczy otoczone firaną
czarnych rzęs, zadziorny nos i ciemne włosy – zaradna z Ciebie dziewczynka,
uczą was tu tego?
Następny kretyn, Boże
błagam mam dość dzisiejszego dnia, prychnęłam i powtórzyłam pytanie –co podać?
–to że taka groźna tu obsługa to się nie spodziewałam ale że
też nie miła to już w ogóle.
Jego oczy wyrażały teraz przesadzone zdziwienie, już miałam
cos odburknąć gdy usłyszałam głos Lary jednej z kelnerek ”piwo raz dla tego
zboczeńca!” Złapałam za kufel i pełny odstawiłam na blacie, chłopak wciąż stał
i intensywnie patrzył na mnie, chyba oczekiwał odpowiedzi. Na jego twarzy
malowała się intryga, zmrużył oczy popatrzył na kufel później znowu na mnie. Zajęłam
się wycieraniem szklanek gdy zobaczyłam jak pluje do kufla, duża gęsta ślina
wylądowała w złocistym trunku rozpuszczając się w nim. Przerwałam czynności miałam krzyknąć co
wyprawia ale nie zrobiłam tego. Lora zabrała kufel i podała do stolika zboczeńcowi,
który upił z niego duży łyk. Nieświadomie otworzyłam usta ze zdziwienia.
Chłopak wzruszył niewinnie ramionami –
nie lubię chamstwa. Szepnął i odszedł do kolegów
